BULDOG to Kultowa muzyka alternatywna, nic dziwnego ponieważ w skład kapeli wchodzą osoby bezpośrednio związane z zespołem Kult. Liderem i basistą jest menedżer Kultu - Piotr Wieteska, wokalistą jest Kazimierz Staszewski, gitarzystą techniczny Kultu - Wojciech Jabłoński, perkusistą były pracownik Kult Ochrony - Adam Swędera, sekcja dęta Kultu-trąbka i saksofon - Janusz Zdunek i Tomasz Glazik, oraz klawiszowiec Jacek Szymoniak ze starego składu Kultowego.
sobota, 03 lutego 2007
PIOSENKA MŁODYCH WIOŚLARZY

Ja widziałem, tak wielu trzymało się za ręce
Mówią, jeśli się zgodzimy, ty możesz zostać tu
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
Ja nie chcę stąd odchodzić, ja nie chcę smucić się
Widziałem, tak wielu stało wokół drzewa
Które, które, które, które, które wysokie jak pal
A ja bardzo, tak, tak bardzo, bardzo chciałbym wierzyć w siebie
Czy muszę stąd odchodzić, czy muszę smucić się

Widziałem ich pana, stał w środku między nimi
Mówił, odejdź stąd, ty nie masz, ty nie masz tutaj być
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
Ja chcę twego końca, chcę byś smucił się
Widziałem ich pana, stał w środku między nimi
Mówił, odejdź stąd, ty nie masz, ty nie masz tutaj być
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
Ja chcę twego końca, chcę byś smucił się

Pozwólcie mi zostać, pozwólcie mi być
Pozwólcie mi zostać, ja nie chcę, nie chcę, nie chcę
Odchodzić!

CZEMU WSZYSCY WYJECHALI?

Deszczu krople zamieniają moje włosy w mokrą plamę gdy
Zastanawiam się czy krople deszczu są to czy to moje łzy?
Okolica bardziej pusta, to podwórko echem żyje już
Może zdołasz ujrzeć kogo, ale wtedy lepiej oczy zmruż
Deszczu krople rozmazują pamięć, która ze mnie dzisiaj drwi
Czy jedyne co zostało to pogasić światło, zamknąć drzwi

Czemu wszyscy wyjechali, kto zamienił dobro im na zło?
Czemu tutaj nie zostali, zostawili pusty każdy dom?
Czemu wszyscy wyjechali, jak to stało się, że siebie tu
Nie widzieli tutaj więcej? Powiedz, zamieniam się w słuch

Kawaleria beznadziei już zdobyła tu przyczółki swe
Kto by chciał takim sposobem spędzać swoje noce, swoje dnie?
To doprawdy prawda naga, niewesoła czy tak chcesz czy nie
Nigdy nie jest tak najgorzej, aby nie mogło być bardziej źle
Tylko tyle i zarazem tyle mi brakuje pojąć gdzie
Pojąć czemu was tu nie ma, nie ma tu nikogo obok mnie

Czemu wszyscy wyjechali, kto zamienił dobro im na zło?
Czemu tutaj nie zostali, zostawili pusty każdy dom?
Czemu wszyscy wyjechali, jak to stało się, że siebie tu
Nie widzieli tutaj więcej? Powiedz, zamieniam się w słuch

Szukam celu a niewielu o poradę prosić mogę sam
Ani więcej ani mniej od innych ja rozumu przecież mam
Boże drogi! Tyle czasu zmarnowano, aby znowu dziś
Od początku drogi szukać i od nowa drogą taką iść
Kto ma uszy, niechaj słucha, tu otucha głucha, ślepa jest

Czemu wyjechali wszyscy, czemu wyjechali wszyscy gdzieś?
Czemu wyjechali wszyscy, czemu wyjechali wszyscy gdzieś?
Czemu wyjechali wszyscy, czemu wyjechali wszyscy gdzieś?
Czemu wyjechali wszyscy, czemu wyjechali wszyscy gdzieś?

KETOR KEZLOCK

Ja jestem dla siebie jedynym morałem
Mam mózg i mam serce i duszę i ciało
Czy aby morałem być to nie za mało?
Ja na to pytanie nie odpowiedziałem

Na wschód!
Do nieba!
Bóg jest nasz!
Gdy trzeba!

Bo wszyscy ci ludzie co mnie otaczają
To naród wybrany, których ja wybrałem
Z temi co nie chciałem - się nie zadawałem
Towarzystwo sobie zawsze dobierałem
Dokładnie, dla siebie ja jednym morałem
Mam rozum, mam serce i duszę i ciało
Czy aby morałem być to nie za mało?
Niczego nie żałuję z tego co się stało
Ci wszyscy ludzie jak wielka rodzina
Czy z taką rodziną potrafię wytrzymać?
I troszczyć się o nią jak na mnie przystało
A może ja czasu poświęcam za mało?
Ja jestem dla siebie wydziałem ostatnim
Mam życia naboje lecz bardzo się boję
Że oddam strzał życia niejako z ukrycia
Niecelny strzał życia.

Na stół!
Do kości!
Gdzie jest Bóg?!
Litości!

Bo ta beznadzieja co jak okiem sięgnąć
I ciebie i mnie także może dosięgnąć
Wyliczyć nas życie może jak boksera
Co przed chwilą stał tu, a teraz umiera
Ja jestem dla siebie jedynym morałem
I dawno się z tego już nie spowiadałem
Że boga szukają ci co potrzebują
Lub tacy co ojców wolę wykonują

Raz dwa
Na wódkę!
Pijmy, bo
Życie jest krótkie

BERLIN

To miasto pełne chmur
To miasto dzielił mur
To miasto ja poznałem dawno tak
To miasto niczem dwa
To miasto nadal trwa
Co więcej - się rozrasta jakby nigdy nic
To miasto kiedyś już
Miał przykryć ruski kurz
A jednak co widziałem mówię wam, wam, wam

To miasto niczem sen
Graniczy z nocą dzień
Niesamowity widok tylko zobacz go
W tem mieście tyle lat
Żył człowiek co go tak
Poznałem i do dzisiaj ja go znam
Gdzie dom Hitlera był
Gdzie Hitler był się skrył
Tam na tem domu mieszkał człowiek ów, ów, ów
Pamiętam czasy te
Gdy chciałem - Bóg wie gdzie
Wyjechać, wszystko jedno, byle daleko stąd
Byle daleko stąd
To miasto niczem trąd
Pożarło moje ciało, moją duszę też

Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin...

Zachowuj zawsze się
Tak jakby każdy dzień
Ostatnim twoim dniem ten dzień miał zawsze być
Bo życie krótkie jest
I szybki jego kres
I nie wiem co się zdarzy jutro, wczoraj, dziś
Na pewno jednak wiem
Że ten ostatni dzień
On przyjdzie wtedy kiedy nie spodziewasz się go
To miasto pełne chmur
To miasto dzielił mur
To miasto ja poznałem dobrze tak, tak, tak

Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin, Berlin...

ŚNIJ TEN SEN

Gdzie jesteś ty, którą zawsze podziwiałem
Którą zawsze tak kochałem, gdzie ty jesteś?
Gdzie jesteś mów, bo bez ciebie nie przeżyję
Nie zatrzymam się i końca nie dożyję
Czy słyszysz jak nawołuję tu do ciebie
Otoczony pustym placem beznadziei
I czekam tu, wyczekuję na twój powrót
Żebyś o mnie śnić zaczęła znów od nowa

Śnij, śnij, śnij ten sen
Słodki sen co czyni dzień
Śnij, śnij, śnij ten sen
Ten, o którym marzy ów i ten

Nie mam tu nic, tu gdzie jestem nic nie działa
Nic nie działa, wszystko popsute zostało
Wyjechał ten który mógł, nie wyjechał ten co nie mógł
Ja nie mogłem i zostałem
Gdzie jest mój sens, tylko ręka i butelka
Moja ręka niczem droga Chrystusowa
Otwieram drzwi, nie ma ciebie dla mnie nie ma
Nawet diabeł się zakopał gdzieś w podziemiach
Czy o mnie śnisz, czy o tobie ja śnić mogę
Kiedy nocą się przewracam tak pod kocem?
Tutaj już nic, ja i kilka żywych trupów
Uczestniczę w tem podziale tanich łupów
I czekam tu, wyczekuję na twój powrót
Żebyś o mnie śnić zaczęła znów od nowa
Bo tylko ty zbawić możesz moją duszę
Którą do zbawienia tylko z tobą zmuszę

Śnij, śnij, śnij ten sen
Słodki sen co czyni dzień
Śnij, śnij, śnij ten sen
Ten, o którym marzy ów i ten

Śnij, śnij, śnij ten sen
Słodki sen co czyni dzień
Śnij, śnij, śnij ten sen
Ten, o którym marzy ów i ten

ONA MA PH

Gdzie się nie ruszy ona pecha miewa zawsze
Nawet w szczęściu miewa pecha ona także
Kiedy chce dosięgnąć nieba swego wtedy
Dno osiąga i upada w dół
Może chce za mało sięgnąć nieba ona
A może za dużo pechem otoczona
Droga, którą kroczy jakaś wykrzywiona
Generuje syf i brud co dnia
Miała kiedyś coś wartościowego, ale
Nic nie trzyma się dziewczyny owej trwale
Każda rola kończy się upadkiem, nawet
Dobra na początku, potem zła

Ona ma pecha
Ona od zawsze, ona ma pecha
Ona ma pecha
Ona latami się nie uśmiecha
Czy to noc, czy to dzień
Pech zawsze towarzyszy jej
I żyje ona jak w kokonie
Pecha trzyma w koronie na tronie

Gdzie się nie ruszy to wszystko mija zawsze
Zawsze szczęście każde mija ją kiedy, kiedy
Kiedy chce dosięgnąć szczęścia swego nigdy
Nigdy nie udaje jej się to
Czemu nie ma ona szczęścia w życiu swoim
Może ona się za bardzo tego boi
Każda bajka kończy się porażką, ale
Ona się nie uczy błędów wcale

Ona ma pecha
Ona od wieków zawsze ma pecha
Ona ma pecha
Ona latami się nie uśmiecha
Czy to noc, czy to dzień
Pech zawsze towarzyszy jej
I żyje ona jak w kokonie
Pecha trzyma w koronie na tronie

Ona ma pecha
Ona od wieków zawsze ma pecha
Ona ma pecha

POP LEŻY KRZYŻEM

Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop krzyżem leży i krzyżem leży ksiądz

Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop krzyżem leży i krzyżem leży ksiądz

Się naraziwszy władzy tu
I tej doczesnej i tej wiecznej ów
Pop krzyżem leży gdzieś w rejonach Białowieży

Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop krzyżem leży i krzyżem leży ksiądz

Nabroił pop i to nie wszystko jeszcze
Razem on z księdzem zamiast na kolędę
Upili się i zgorszenie wobec czynili wszem

Komendant nabrał wody w usta
Z burmistrzem radzi co robić gdy szósty
Dzień krzyżem leży pop a z nim ksiądz leży też?

Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop krzyżem leży i krzyżem leży ksiądz

Bo gdyby kózka była nie skakała
To wtedy nóżki by nie połamała
Lecz gdyby nie skakała to by smutne życie ona miała

Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop leży krzyżem
Pop krzyżem leży i krzyżem leży ksiądz

Podobno były nawet tam prostytutki
I te wysokie i te całkiem malutkie
Gdzie ci pasterze ? Ja w te ich już powołania nie wierzę
Gdzieś tam w rejonie Białowieży
Mało kto w pana Boga jeszcze wierzy
I czy pop z księdzem leży czy nie leży to nikt nie uwierzy
Nie chcąc czy chcąc
Krzyżem leży ksiądz
Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży i leży krzyżem ksiądz

Gdzieś tam w rejonie dalekiej Białowieży
Pop krzyżem leży i ksiądz krzyżem leży
Błogosławiony kto nie widział tego a wierzy

Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży i leży krzyżem ksiądz

Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży
Pop krzyżem leży i leży krzyżem ksiądz

IV RP

Jestem
Jaki jestem
Czasem myślę
To jestem
Polityka
Pieniądze
Korupcja
Baby się modlące
Informacje
Massmedia
Brak myśli jakiejkolwiek
Tragedia
Sejm Polski
Senat
Hołota się miota
Odbezpieczam granat
Nędza i występek
Wódka
Bajka dla dorosłych
Krótka
Rzeczpospolita IV
V
Ja się nie poddam
X

Gwałtu, rety co się dzieje
Kto z kogo tu się śmieje
Wiem tylko to
Nie patrzeć na to chcę
Jestem sam, całkiem sam na resztę dnia

Ja wiem
Że nic nie wiem
Polityka
Wymioty
Bebechy się turlają
Gdy myślę o tym
Dezinformacje
Massmedia
Władza w eterze
Tragedia
Sejm daje
I zabiera
Się będzie
W piekle poniewierał
Nędza socjalna
Narkotyki i wódka
Wyciągnięte ręce
Układ
IV Rzeczpospolita
Kradnie nie pyta
Będzie i VI
Czas brać w usta

Gwałtu, rety co się dzieje
Kto z kogo tu się śmieje
Wiem tylko to
Nie patrzeć na to chcę
Jestem sam, całkiem sam na resztę dnia

Polityka
Pieniądze
Korupcja
Baby się modlące
Dezinformacje
Massmedia
Władza w eterze
Tragedia

Pieniądze
Polityka
Korupcja

JAK DŁUGO JESZCZE MY CZEKAĆ BĘDZIEMY?

Jak długo jeszcze my czekać będziemy?
Jak długo naszą niewolę zniesiemy?
Nie widziałem ja ciebie tyle już lat
Postarzałeś się nieco, ale taki to ten świat
Całe życie ten ciężar niosłeś
Na ramionach swoich ty go poniosłeś
Nie słyszałem ciebie od lat
Głos ci się zmienił, los ciebie odmienił
Poszedłeś gdzie oczy poniosą
Fatalnym gościńcem, a nie wygodną szosą
Wygodną szosą, wygodną szosą

Jak długo jeszcze nas będą nie szanować?
Jak długo tajemnice swoje przed nami chować?
Ja długo jeszcze my czekać będziemy?
Jak długo naszą niewolę zniesiemy?
Czy to jest dobrze, czy to źle
Że niewolnikami my rodzimy się?
Że każdy ponumerowany z góry?
Niewola to sytość, ale otoczona murem
Czy to, czy to mało, czy to jest dużo?
Że niewolnicy niewolnikom służą?
Nie lubię już tego domu naszego
Chcę odsunąć się dziś od niego
Odsunąć się chce od niego

Jak długo jeszcze okrutnej siły wola?
Jak długo za twarz utrzymać nas zdoła?
Jak długo jeszcze my czekać będziemy?
Jak długo naszą niewolę zniesiemy?

Posłuchaj...
Posłuchaj o ile ja to sam wiem
Będzie rozprawa między dobrem i złem
Pod starym zegarem co stoi od lat
Co patrzy bez siły dokąd zmierza ten świat
Więc zobacz jeśli, jeśli nie wierzysz
Błogosławieni ci co widząc nie uwierzyli
A ja prosto zmierzam do celu
Nie będę się bawił na swym własnym weselu
Na swym własnym weselu
Na swym własnym weselu

Jak długo jeszcze my nie oszalejemy?
Jak długo komfort odczuwać będziemy?
Jak długo naszą niewolę zniesiemy?
Jak długo jeszcze my czekać będziemy

OBCY W DOMU

Obcy w domu, obcy jest w domu, kiedy to stało się
Obcy w domu, nie wiem dlaczego, obcy w domu jest
Obcy w domu, nawet na pewno chodzi z kąta w kąt
Nie pojęcia ja mam zupełnie zjawił on się skąd
Imię nosi jakie ja nie wiem, gdzie urodził się?
Do tej pory obcy co robił mało co kto wie
To fatalne i nieprzyjemne, że obcy w domu jest
Czy ktoś wie gdzie schował się?

Obcy w domu jest
Obcy jest w domu
Obcy w domu jest
Obcy w domu jest
Obcy w domu jest

Obcy w domu, dom jakby inny, jakby nie był mój
Mnie odrazą sprawa napawa ta, obcy czyni gnój
Zabrudzone to co tak czyste dotąd było tu
Nie mam tedy wiele wspólnego, czuję kurz i brud
Całe moje starania moje, za tą cenę chcę
Dom spokojny do końca dni swych na dobre i na złe
Kto tu wejdzie mam pełne prawo z głowy zrobić dwie
Czy ktoś wie gdzie schował się?

Obcy w domu jest
Obcy jest w domu
Zakradł się gdy nikt nie widział
Wszedł tu po kryjomu

Obcy w domu, aj waj! Powiadam, co tu dzieje się?
Każden kąt jest tak splugawiony, że tylko obcy wie
Gdzie oznaczył teren swój kiedy but postawił swój
W moim domu który już teraz jest jakby nie mój
Niechaj obcy przeklęty będzie, pokolenie twe
Za twe czyny będzie płaciło całe noce, całe dnie
Obcy w domu, obcy jest w domu, jak to stało się
Czy ktoś wie co dzieje się?

Obcy w domu jest
Obcy jest w domu
Obcy w domu jest
Obcy jest w domu

 
1 , 2